Dziś przepis na przepyszną, zdrową i niezwykle szybką w wykonaniu rybę w pomidorach. Potrawa ta, jest idealnym zaprzeczeniem stereotypu, że aby zdrowo się odżywiać, trzeba spędzać pół dnia w kuchni.
Składniki na 2 porcje:
Filety np. dorsza ( ja miałam mirunę)- 2-3 średnie
Krojone Pomidory- opakowanie ( np. z oliwą i czosnkiem firmy Pudliszki)
Koncentrat pomidorowy- mały słoiczek
Cebula- 2 średnie
Oliwa- 2 łyżki
Sól, pieprz i dużo ziół- tymianek, zioła prowansalskie, oregano
Przygotowanie: cebulę kroimy w kostkę, podsmażamy na łyżeczce oliwy, w tym samym czasie podsmażamy delikatnie przyprawioną rybę. Następnie do cebuli dodajemy pomidory i przecier pomidorowy. Przyprawiamy, najlepiej sporą ilością ziół. Całość dusimy przez kilka minut na małym ogniu, następnie dodajemy rybę ( filety dzielimy na mniejsze kawałki) i całość dusimy jeszcze przez kilka minut. Podajemy z ryżem, ale myślę, że równie dobrze może smakować z innymi dodatkami.
Wartość odżywcza 1 porcji ryby z dodatkiem 50 g ryżu:
Energia- 480 kcal
Białko- 35,8 g
Tłuszcz- 12,9 g
Węglowodany- 61,2 g
Błonnik- 6,5 g
Przepraszam Was za słabą jakość zdjęć, ale nie dość , że dzień był pochmurny, to jeszcze zmierzał ku końcowi. Na szczęście już w marcu, można spodziewać się dobrego światła nawet o godzinie 19:)
poniedziałek, 20 stycznia 2014
wtorek, 14 stycznia 2014
Noworoczne postanowienia dietetyczne- jak ich dotrzymać?
Połowa stycznia za nami, noworoczne emocje powoli opadają, tak samo jak zapał do realizacji wielkich planów i wprowadzania zmian.Chyba jednym najczęściej podejmowanych postanowień noworocznych, jest zrzucenie kilku kilogramów. Moim zdaniem warto, nie tylko z uwagi na chęć wzbudzania zazdrości na nadbałtyckiej plaży, ale również, a może przede wszystkim ze względu na zdrowie i samopoczucie.
Przygotowałam dla Was mini poradnik, który być może pomoże Wam w wytrwaniu w noworocznym postanowieniu walki z nadprogramowymi kilogramami.
Postanowienie noworoczne- schudnąć:
1) Przede wszystkim samo stwierdzenie " chcę schudnąć" jest zbyt ogólne. Można zrzucić kilogram i powiedzieć, że przecież się schudło, zapominając o tym, że w nadmiarze ma się jeszcze 10 Warto sprecyzować cel, tak aby móc realizować plan.
2) Warto również ustalić cel realny. 10 kilogramów w miesiąc, dla wielu osób brzmi kusząco, jednak jest to raczej nieosiągalne. No chyba, że ktoś chce się później borykać z efektem jojo, włosami wypadającymi garściami i cerą w kolorze sugerującym, opuszczenie więziennej celi po kilkuletniej odsiadce.
3) Gdy cel jest już wyznaczony, warto podzielić go na kilka realnych etapów. Moim zdaniem dobrze się sprawdza system miesięczny, powtórzę jeszcze raz- cele powinny być realne, np. 2-3 kilogramy na miesiąc. Lepiej być mile zaskoczonym większą utratą kilogramów, niż smucić się, bo nie udało się zgubić zaplanowanych 5, podczas gdy np. 2 stracone kilogramy to duży powód do radości.
4) Pamięć ludzka jest ulotna, więc zamiast przechowywać nasze cele i plany w głowie- zanotujmy je! Najlepiej w miejscu, do którego mamy stały dostęp, tak aby co miesiąc dopisywać informacje o postępach.
5) Bardzo ważnym elementem jest ustalenie w jaki sposób będziemy realizować noworoczny plan. Warto się tutaj zastanowić nad kilkoma elementami:
- dlaczego do tej pory nie udawało mi się schudnąć?
- co jest moją największą słabością?
- w jaki sposób schudnę teraz?
Początek diety to z pewnością dobry czas na poznanie zasad zdrowego odżywiania, swojego zapotrzebowania na energię i poszczególne składniki odżywcze. Warto poznać zdrowe przepisy, przekąski i wyeliminować z dotychczasowej diety to, co do tej pory utrudniało utratę kilogramów.
6) Warto również zastanowić się nad wyborem aktywności fizycznej. I tu również sugeruję zdroworozsądkowe podejście. Ktoś kto do tej pory był kanapowym wyjadaczem, dość szybko zniechęci się do sportu, jeżeli treningi zacznie od dziesięciokilometrowych biegów, bądź codziennych kilkugodzinnych treningów na siłowni. Spokojnie, na wszystko przyjdzie czas! W kwestii sportu warto również skonsultować się z osobami bardziej doświadczonymi.
7) Bardzo ważne jest, aby się nie poddawać. To normalne, że w trakcie odchudzania się, zdarzają się dni ( np. urodziny kogoś bliskiego), weekendy ( np. śluby), a nawet tygodnie ( wakacje), w trakcie których porzuca się codzienny sposób żywienia. Takie odejście od diety, przez wiele osób uznawane jest za porażkę, często będącą zakończeniem odchudzania. Osoby te wracają do starych nawyków żywieniowych, często jedzą jeszcze więcej niż kiedyś. Dochodzi do efektu jojo, a po kilku miesiącach przygoda z odchudzaniem zaczyna się od nowa tyle, że z wyższego pułapu. Pamiętajcie, przerwa w diecie ( moim zdaniem czasami wręcz wskazana, przykładowo wakacje są po to, aby próbować nowych potraw, jeść pyszne lody, a wieczorem popijać lokalne trunki), nie jest równoznaczna z jej końcem. Zresztą zamiast diety wolę termin zdrowe odżywianie- to jest po prostu styl życia:) Czasami warto odpuścić, aby powrócić na zdrową drogę ze zwiększonymi siłami:)
W trakcie tworzenia poprzedniego wpisu, przyszedł mi do głowy pomysł, na zrobienie listy żywieniowych postanowień na rok 2014. Oto i one:
- 12 nowych przepisów z rybą w roli głównej, postaram się je wszystkie opublikować, co da nam przynajmniej 1 przepis w miesiącu:)
- 14 nowych (zdrowych!) produktów z okazji 2014 roku
- Minimum 1 wpis tygodniowo ( tego postanowienia boję się najbardziej, regularność nie była do tej pory moją mocną stroną)
Na koniec pozostaje mi życzyć Wam powodzenia i dużo silnej woli. Pomyślcie jacy będziecie z siebie dumni, gdy na koniec roku okaże się, że udało się Wam zrealizować chociaż jedno, dużo znaczące postanowienie!
Przygotowałam dla Was mini poradnik, który być może pomoże Wam w wytrwaniu w noworocznym postanowieniu walki z nadprogramowymi kilogramami.
Postanowienie noworoczne- schudnąć:
1) Przede wszystkim samo stwierdzenie " chcę schudnąć" jest zbyt ogólne. Można zrzucić kilogram i powiedzieć, że przecież się schudło, zapominając o tym, że w nadmiarze ma się jeszcze 10 Warto sprecyzować cel, tak aby móc realizować plan.
2) Warto również ustalić cel realny. 10 kilogramów w miesiąc, dla wielu osób brzmi kusząco, jednak jest to raczej nieosiągalne. No chyba, że ktoś chce się później borykać z efektem jojo, włosami wypadającymi garściami i cerą w kolorze sugerującym, opuszczenie więziennej celi po kilkuletniej odsiadce.
3) Gdy cel jest już wyznaczony, warto podzielić go na kilka realnych etapów. Moim zdaniem dobrze się sprawdza system miesięczny, powtórzę jeszcze raz- cele powinny być realne, np. 2-3 kilogramy na miesiąc. Lepiej być mile zaskoczonym większą utratą kilogramów, niż smucić się, bo nie udało się zgubić zaplanowanych 5, podczas gdy np. 2 stracone kilogramy to duży powód do radości.
4) Pamięć ludzka jest ulotna, więc zamiast przechowywać nasze cele i plany w głowie- zanotujmy je! Najlepiej w miejscu, do którego mamy stały dostęp, tak aby co miesiąc dopisywać informacje o postępach.
5) Bardzo ważnym elementem jest ustalenie w jaki sposób będziemy realizować noworoczny plan. Warto się tutaj zastanowić nad kilkoma elementami:
- dlaczego do tej pory nie udawało mi się schudnąć?
- co jest moją największą słabością?
- w jaki sposób schudnę teraz?
Początek diety to z pewnością dobry czas na poznanie zasad zdrowego odżywiania, swojego zapotrzebowania na energię i poszczególne składniki odżywcze. Warto poznać zdrowe przepisy, przekąski i wyeliminować z dotychczasowej diety to, co do tej pory utrudniało utratę kilogramów.
6) Warto również zastanowić się nad wyborem aktywności fizycznej. I tu również sugeruję zdroworozsądkowe podejście. Ktoś kto do tej pory był kanapowym wyjadaczem, dość szybko zniechęci się do sportu, jeżeli treningi zacznie od dziesięciokilometrowych biegów, bądź codziennych kilkugodzinnych treningów na siłowni. Spokojnie, na wszystko przyjdzie czas! W kwestii sportu warto również skonsultować się z osobami bardziej doświadczonymi.
7) Bardzo ważne jest, aby się nie poddawać. To normalne, że w trakcie odchudzania się, zdarzają się dni ( np. urodziny kogoś bliskiego), weekendy ( np. śluby), a nawet tygodnie ( wakacje), w trakcie których porzuca się codzienny sposób żywienia. Takie odejście od diety, przez wiele osób uznawane jest za porażkę, często będącą zakończeniem odchudzania. Osoby te wracają do starych nawyków żywieniowych, często jedzą jeszcze więcej niż kiedyś. Dochodzi do efektu jojo, a po kilku miesiącach przygoda z odchudzaniem zaczyna się od nowa tyle, że z wyższego pułapu. Pamiętajcie, przerwa w diecie ( moim zdaniem czasami wręcz wskazana, przykładowo wakacje są po to, aby próbować nowych potraw, jeść pyszne lody, a wieczorem popijać lokalne trunki), nie jest równoznaczna z jej końcem. Zresztą zamiast diety wolę termin zdrowe odżywianie- to jest po prostu styl życia:) Czasami warto odpuścić, aby powrócić na zdrową drogę ze zwiększonymi siłami:)
W trakcie tworzenia poprzedniego wpisu, przyszedł mi do głowy pomysł, na zrobienie listy żywieniowych postanowień na rok 2014. Oto i one:
- 12 nowych przepisów z rybą w roli głównej, postaram się je wszystkie opublikować, co da nam przynajmniej 1 przepis w miesiącu:)
- 14 nowych (zdrowych!) produktów z okazji 2014 roku
- Minimum 1 wpis tygodniowo ( tego postanowienia boję się najbardziej, regularność nie była do tej pory moją mocną stroną)
Na koniec pozostaje mi życzyć Wam powodzenia i dużo silnej woli. Pomyślcie jacy będziecie z siebie dumni, gdy na koniec roku okaże się, że udało się Wam zrealizować chociaż jedno, dużo znaczące postanowienie!
czwartek, 9 stycznia 2014
Dieta 5:2 - efekty, skuteczność. Czy warto? Podsumowanie mojego miesięcznego eksperymentu
Na wstępie chciałam życzyć wszystkim czytelnikom samych szczęśliwych dni, zrealizowania wszystkich planów ( również tych żywieniowych), a przede wszystkim spełnienia marzeń w nadchodzącym ( a przepraszam już trwającym) 2014 roku. Sobie życzę między innymi większej regularności w blogowaniu:) Właśnie przyszedł mi do głowy pomysł, aby zamiast ogólnego noworocznego postanowienia " będę się zdrowo odżywiać", wysilić się trochę bardziej i podjąć ciekawych wyzwań żywieniowych np. 12 miesięcy- 12 nowych przepisów z rybą w roli głównej. Ale o tym być może w następnym wpisie:)
Dziś pora na relację z miesiąca z dietą 5:2. Zasady diety, jej plusy i minusy ( według mojej oceny), a także informacje na temat wyzwania, którego się podjęłam znajdują się w poście, do którego link znajduje się TUTAJ.
Nadal twierdzę, że nie ma prostszej i przyjemniejszej drogi do wymarzonej sylwetki ( a także jej utrzymania) niż zdrowe i racjonalne odżywianie. Koniec kropka, miesiąc z dietą 5:2 tego nie zmienił.
Dni postne- jak wyglądały?
Na dni poszczenia wybrałam środę i piątek. Za każdym razem gdy dany dzień się zaczynał, czułam niechęć i aż do śniadania toczyłam wewnętrzną walkę - zrobić post czy odpuścić? Na moją niekorzyść działał fakt, iż nie lubię się poddawać i za każdym razem jednak rozpoczynałam kolejny dzień z dietą 5:2. Jeżeli chodzi o moje samopoczucie, to muszę przyznać, że generalnie czułam się dobrze, jedynie w pierwszy i ostatni dzień miesiąca z dietą 5:2, miałam bóle i zawroty głowy, być może było to spowodowane innymi czynnikami, np. pogodą. Wyjątkowo trudno było mi się skupić na układaniu diet w trakcie dni postnych. Szczerze zazdrościłam moim pacjentom posiłków, które aktualnie wymyślałam. Chciałam zilustrować ten post zdjęciami pięknych dań, które spożywałam w trakcie dni postnych, niestety nie ma się czym chwalić! Na moje posiłki składały się głównie serki wiejskie, mandarynki i pełnoziarniste tosty. 500 kcal skutecznie odstrasza mnie od wymyślania wykwintnych potraw. Piłam wodę i herbaty, a z racji tego, że nie lubię kawy, czasami pozwalałam sobie na zastrzyk kofeiny w postaci napoju gazowanego light. Przetrwanie dwunastogodzinnego postu pomiędzy śniadaniem, a kolacją nie było problemem, w niektóre dni, około godziny 15 pozwalałam sobie na 2 marchewki ( nie wpływało to negatywnie na moją wagę:)).
Jakie efekty przyniósł miesiąc z dietą 5:2?
Przez 3 tygodnie trwania diety efektów tak naprawdę nie było. To co udało mi się stracić w trakcie dni postnych ( zazwyczaj było to 600-800 g), w większości odzyskiwałam w trakcie dni niepostnych. Zapewniam, że odżywiałam się racjonalnie, mniej więcej tak jak zawsze, może nawet z uwagi na to, że chciałam zobaczyć efekty, jadłam mniej. W trakcie miesiąca z dietą 5:2 zdarzył się chyba jeden weekend, który nie do końca można nazwać " zdrowym pod względem żywieniowym". W sumie przed świętami udało mi się schudnąć 1,7 kg w stosunku do wagi początkowej, ALE nie jest to moim zdaniem zasługa diety 5:2. Już wyjaśniam dlaczego. Dietę zaczęłam w piątek, a więc ostatni tydzień miesiąca 5:2 również był tygodniem tylko z jednym dniem diety i zamiast środy wybrałam piątek. Akurat tak się złożyło, że przez cały tydzień poprzedzający dzień postny jadłam mało, a w związku z tym moja waga zmniejszyła się. Po drugie moja masa ciała ( co normalne) zmienia się w zależności od dnia i waha się w obrębie 2 kilogramów. Wynik, który uzyskałam jest tylko o 200 gramów mniejszy od najniższego wyniku z mojego " zakresu". Nie jest to więc żaden sukces.
Podsumowanie- czy warto stosować dietę 5:2?
Z mojego doświadczenia wynika, iż nie warto. Takie same wyniki można uzyskać poprzez racjonalne odżywianie, które jest znacznie przyjemniejsze. Tym bardziej, że w odpowiednio zbilansowanej diecie, również jest miejsce na małe grzeszki, np. słodycze. Być może efekt byłby bardziej zadowalający u osoby, która ma więcej kilogramów do stracenia, ja chciałam jedynie przygotować się na świąteczne szaleństwa przy stole. Jeżeli miałabym jeszcze kiedyś przeprowadzić dzień postny według zasad diety 5:2, to jedynie w ramach oczyszczenia organizmu, np. po świętach. W tym roku się na to nie zdecydowałam, gdyż powrót do racjonalnego i zdrowego żywienia, skutecznie pomaga mi w pozbyciu się "poświątecznych" kilogramów.
A Wy macie jakieś doświadczenia z dietą 5:2? A może chcecie, abym wypowiedziała się na temat innej diety? Być może w przyszłości podejmę się podobnego wyzwania, dając szansę innej " komercyjnej" diecie, jednak póki co pozostanę przy zdrowym, racjonalnym odżywianiu:)
Dziś pora na relację z miesiąca z dietą 5:2. Zasady diety, jej plusy i minusy ( według mojej oceny), a także informacje na temat wyzwania, którego się podjęłam znajdują się w poście, do którego link znajduje się TUTAJ.
Nadal twierdzę, że nie ma prostszej i przyjemniejszej drogi do wymarzonej sylwetki ( a także jej utrzymania) niż zdrowe i racjonalne odżywianie. Koniec kropka, miesiąc z dietą 5:2 tego nie zmienił.
Dni postne- jak wyglądały?
Na dni poszczenia wybrałam środę i piątek. Za każdym razem gdy dany dzień się zaczynał, czułam niechęć i aż do śniadania toczyłam wewnętrzną walkę - zrobić post czy odpuścić? Na moją niekorzyść działał fakt, iż nie lubię się poddawać i za każdym razem jednak rozpoczynałam kolejny dzień z dietą 5:2. Jeżeli chodzi o moje samopoczucie, to muszę przyznać, że generalnie czułam się dobrze, jedynie w pierwszy i ostatni dzień miesiąca z dietą 5:2, miałam bóle i zawroty głowy, być może było to spowodowane innymi czynnikami, np. pogodą. Wyjątkowo trudno było mi się skupić na układaniu diet w trakcie dni postnych. Szczerze zazdrościłam moim pacjentom posiłków, które aktualnie wymyślałam. Chciałam zilustrować ten post zdjęciami pięknych dań, które spożywałam w trakcie dni postnych, niestety nie ma się czym chwalić! Na moje posiłki składały się głównie serki wiejskie, mandarynki i pełnoziarniste tosty. 500 kcal skutecznie odstrasza mnie od wymyślania wykwintnych potraw. Piłam wodę i herbaty, a z racji tego, że nie lubię kawy, czasami pozwalałam sobie na zastrzyk kofeiny w postaci napoju gazowanego light. Przetrwanie dwunastogodzinnego postu pomiędzy śniadaniem, a kolacją nie było problemem, w niektóre dni, około godziny 15 pozwalałam sobie na 2 marchewki ( nie wpływało to negatywnie na moją wagę:)).
Jakie efekty przyniósł miesiąc z dietą 5:2?
Przez 3 tygodnie trwania diety efektów tak naprawdę nie było. To co udało mi się stracić w trakcie dni postnych ( zazwyczaj było to 600-800 g), w większości odzyskiwałam w trakcie dni niepostnych. Zapewniam, że odżywiałam się racjonalnie, mniej więcej tak jak zawsze, może nawet z uwagi na to, że chciałam zobaczyć efekty, jadłam mniej. W trakcie miesiąca z dietą 5:2 zdarzył się chyba jeden weekend, który nie do końca można nazwać " zdrowym pod względem żywieniowym". W sumie przed świętami udało mi się schudnąć 1,7 kg w stosunku do wagi początkowej, ALE nie jest to moim zdaniem zasługa diety 5:2. Już wyjaśniam dlaczego. Dietę zaczęłam w piątek, a więc ostatni tydzień miesiąca 5:2 również był tygodniem tylko z jednym dniem diety i zamiast środy wybrałam piątek. Akurat tak się złożyło, że przez cały tydzień poprzedzający dzień postny jadłam mało, a w związku z tym moja waga zmniejszyła się. Po drugie moja masa ciała ( co normalne) zmienia się w zależności od dnia i waha się w obrębie 2 kilogramów. Wynik, który uzyskałam jest tylko o 200 gramów mniejszy od najniższego wyniku z mojego " zakresu". Nie jest to więc żaden sukces.
Podsumowanie- czy warto stosować dietę 5:2?
Z mojego doświadczenia wynika, iż nie warto. Takie same wyniki można uzyskać poprzez racjonalne odżywianie, które jest znacznie przyjemniejsze. Tym bardziej, że w odpowiednio zbilansowanej diecie, również jest miejsce na małe grzeszki, np. słodycze. Być może efekt byłby bardziej zadowalający u osoby, która ma więcej kilogramów do stracenia, ja chciałam jedynie przygotować się na świąteczne szaleństwa przy stole. Jeżeli miałabym jeszcze kiedyś przeprowadzić dzień postny według zasad diety 5:2, to jedynie w ramach oczyszczenia organizmu, np. po świętach. W tym roku się na to nie zdecydowałam, gdyż powrót do racjonalnego i zdrowego żywienia, skutecznie pomaga mi w pozbyciu się "poświątecznych" kilogramów.
A Wy macie jakieś doświadczenia z dietą 5:2? A może chcecie, abym wypowiedziała się na temat innej diety? Być może w przyszłości podejmę się podobnego wyzwania, dając szansę innej " komercyjnej" diecie, jednak póki co pozostanę przy zdrowym, racjonalnym odżywianiu:)
czwartek, 28 listopada 2013
Zdrowe przekąski: moja własna "mieszanka studencka"
Bardzo lubię mieszanki orzechów z suszonymi owocami, jednak w tych sklepowych najczęściej można spotkać rodzynki i to w ilości przekraczającej połowę zawartości paczki. Nie do końca mi to odpowiada, z reguły kończy się tak, że orzechy znikają, a paczka do połowy wypełniona rodzynkami leżakuje w szafce przez następne kilka miesięcy. Jednak na wszystko jest sposób, a wykonanie własnej mieszanki zajmuje kilka minut. Można wykorzystać to co akurat mamy pod ręką- często kupujemy paczkę np. orzechów włoskich, gdy potrzebujemy kilku sztuk do jakiegoś przepisu, a reszta zostaje. Warto zjeść je w miarę szybko, gdyż z uwagi na wysoką zawartość tłuszczu, orzechy z czasem jełczeją i tracą swoje cenne właściwości.
Oto składniki, które znalazły się w mojej dzisiejszej mieszance. W telegraficznym skrócie postaram się opisać właściwości każdego z nich:
Żurawina- to dobre źródło błonnika, witamin z grupy B, witaminy E i C ( tej ostatniej znacznie więcej jest w świeżej żurawinie), a także składników mineralnych: potasu, wapnia, magnezu, fosforu i sodu. Jest również źródłem flawonoidów , dzięki czemu jej spożywanie pomaga zapobiegać chorobie wieńcowej. Jednak przede wszystkim żurawina znana jest ze względu na swój dobroczynny wpływ na układ moczowy. Jest to doskonały środek zwalczający infekcje dróg moczowych, poprzez ograniczenie przylegania szkodliwych bakterii do ścian układu moczowego, dodatkowo żurawina ułatwia ich wydalanie. Podobną rolę żurawina odgrywa w ochronie przed próchnicą- zapobiega przyklejaniu się szkodliwych bakterii do powierzchni zębów. Dzięki zawartości flawonoidów, żurawina odgrywa również istotną rolę w zapobieganiu chorobom nowotworowym.
Orzechy laskowe- bardzo dobre źródło jednonienasyconych kwasów tłuszczowych, błonnika, potasu, fosforu, wapnia i magnezu. Bogate w witaminy: E i foliany. Regularne spożywanie orzechów ( nie tylko laskowych), obniża ryzyko wystąpienia chorób serca i nowotworów.
Mango- stanowi źródło węglowodanów, zawiera pewne ilości błonnika. Jest również dobrym źródłem Beta- karotenu, witamin z grupy B, witaminy C ( niestety z uwagi na jej niewielką trwałość, w owocach suszonych będzie znacznie mniej niż w świeżych), E i kwasu foliowego. Jest dobrym źródłem potasu. Dzięki zawartości polifenoli, mango wykazuje właściwości przeciwutleniające, a więc przeciwdziała min. chorobom nowotworowym.
Orzechy włoskie- bardzo dobre źródło wielonienasyconych kwasów tłuszczowych. Zawierają również sporą ilość błonnika, potasu, fosforu, wapnia, magnezu i żelaza. Orzechy włoskie są dobrym źródłem folianów. Dzięki zawartości kwasów omega- 3 pozytywnie wpływają na przewodnictwo nerwowe, poprawiają procesy pamięciowe, mają dobroczynny wpływ na gospodarkę lipidową organizmu, działają przeciwzapalnie i przeciwzakrzepowo.
Migdały- są bogate w jednonienasycone kwasy tłuszczowe i błonnik. Ponadto zawierają sporą dawkę potasu, fosforu, magnezu, wapnia i żelaza. Są dobrym źródłem folianów, witaminy E i niacyny.Migdały mają dobroczynny wpływ na poziom cholesterolu ( zarówno "złego" jak i "dobrego"), dzięki dużej zawartości wapnia wzmacniają kości i zęby. Migdały mają właściwości przeciwutleniające i przeciwzapalne.
Suszone śliwki- są przede wszystkim źródłem węglowodanów, zawierają duże ilości błonnika. Są bogate w potas, zawierają sporą ilość wapnia. Stanowią dobre źródło witaminy A oraz witamin z grupy B. Suszone śliwki pozytywnie wpływają na pracę jelit, szczególnie pomocne są przy zaparciach. Posiadają właściwości przeciwutleniające.
Całość można przechowywać w szczelnie zamkniętym słoiku, najlepiej w miejscu ciemnym, suchym i niezbyt ciepłym.
Innym rozwiązaniem jest podzielenie mieszanki na kilka np. plastikowych pojemników, dzięki czemu spiesząc się, nie trzeba będzie marnować czasu na ich przekładanie.
Mieszanka orzechów i suszonych owoców idealnie sprawdzi się w:
- pracy i szkole ( dostarczy nową dawkę energii i pobudzi procesy myślowe, zaspokoi apetyt na cukier i pozwoli uniknąć zjedzenia batona "na szybko", alternatywa dla zakupów w szkolnym sklepiku dla dzieci)
- w podróży ( nie ma szans, że się zepsuje)
- w kinie ( zamiast nachos i popcornu dla dbających o zdrowe odżywianie)
- w trakcie seansu filmowego w domu ( alternatywa dla chipsów)
- jako dodatek do posiłków ( z jogurtem naturalnym może stanowić śniadanie)
Oczywiście należy pamiętać, że zarówno orzechy jak i suszone owoce mają sporo kalorii, dlatego warto dzielić je na rozsądne porcje. Spożywane z umiarem stanowią idealne uzupełnienie diety i wykazują prozdrowotne działanie, o czym mogliście się przekonać kilka linijek wcześniej:)
Oto składniki, które znalazły się w mojej dzisiejszej mieszance. W telegraficznym skrócie postaram się opisać właściwości każdego z nich:
Żurawina- to dobre źródło błonnika, witamin z grupy B, witaminy E i C ( tej ostatniej znacznie więcej jest w świeżej żurawinie), a także składników mineralnych: potasu, wapnia, magnezu, fosforu i sodu. Jest również źródłem flawonoidów , dzięki czemu jej spożywanie pomaga zapobiegać chorobie wieńcowej. Jednak przede wszystkim żurawina znana jest ze względu na swój dobroczynny wpływ na układ moczowy. Jest to doskonały środek zwalczający infekcje dróg moczowych, poprzez ograniczenie przylegania szkodliwych bakterii do ścian układu moczowego, dodatkowo żurawina ułatwia ich wydalanie. Podobną rolę żurawina odgrywa w ochronie przed próchnicą- zapobiega przyklejaniu się szkodliwych bakterii do powierzchni zębów. Dzięki zawartości flawonoidów, żurawina odgrywa również istotną rolę w zapobieganiu chorobom nowotworowym.
Orzechy laskowe- bardzo dobre źródło jednonienasyconych kwasów tłuszczowych, błonnika, potasu, fosforu, wapnia i magnezu. Bogate w witaminy: E i foliany. Regularne spożywanie orzechów ( nie tylko laskowych), obniża ryzyko wystąpienia chorób serca i nowotworów.
Mango- stanowi źródło węglowodanów, zawiera pewne ilości błonnika. Jest również dobrym źródłem Beta- karotenu, witamin z grupy B, witaminy C ( niestety z uwagi na jej niewielką trwałość, w owocach suszonych będzie znacznie mniej niż w świeżych), E i kwasu foliowego. Jest dobrym źródłem potasu. Dzięki zawartości polifenoli, mango wykazuje właściwości przeciwutleniające, a więc przeciwdziała min. chorobom nowotworowym.
Orzechy włoskie- bardzo dobre źródło wielonienasyconych kwasów tłuszczowych. Zawierają również sporą ilość błonnika, potasu, fosforu, wapnia, magnezu i żelaza. Orzechy włoskie są dobrym źródłem folianów. Dzięki zawartości kwasów omega- 3 pozytywnie wpływają na przewodnictwo nerwowe, poprawiają procesy pamięciowe, mają dobroczynny wpływ na gospodarkę lipidową organizmu, działają przeciwzapalnie i przeciwzakrzepowo.
Migdały- są bogate w jednonienasycone kwasy tłuszczowe i błonnik. Ponadto zawierają sporą dawkę potasu, fosforu, magnezu, wapnia i żelaza. Są dobrym źródłem folianów, witaminy E i niacyny.Migdały mają dobroczynny wpływ na poziom cholesterolu ( zarówno "złego" jak i "dobrego"), dzięki dużej zawartości wapnia wzmacniają kości i zęby. Migdały mają właściwości przeciwutleniające i przeciwzapalne.
Suszone śliwki- są przede wszystkim źródłem węglowodanów, zawierają duże ilości błonnika. Są bogate w potas, zawierają sporą ilość wapnia. Stanowią dobre źródło witaminy A oraz witamin z grupy B. Suszone śliwki pozytywnie wpływają na pracę jelit, szczególnie pomocne są przy zaparciach. Posiadają właściwości przeciwutleniające.
Całość można przechowywać w szczelnie zamkniętym słoiku, najlepiej w miejscu ciemnym, suchym i niezbyt ciepłym.
Innym rozwiązaniem jest podzielenie mieszanki na kilka np. plastikowych pojemników, dzięki czemu spiesząc się, nie trzeba będzie marnować czasu na ich przekładanie.
Mieszanka orzechów i suszonych owoców idealnie sprawdzi się w:
- pracy i szkole ( dostarczy nową dawkę energii i pobudzi procesy myślowe, zaspokoi apetyt na cukier i pozwoli uniknąć zjedzenia batona "na szybko", alternatywa dla zakupów w szkolnym sklepiku dla dzieci)
- w podróży ( nie ma szans, że się zepsuje)
- w kinie ( zamiast nachos i popcornu dla dbających o zdrowe odżywianie)
- w trakcie seansu filmowego w domu ( alternatywa dla chipsów)
- jako dodatek do posiłków ( z jogurtem naturalnym może stanowić śniadanie)
Oczywiście należy pamiętać, że zarówno orzechy jak i suszone owoce mają sporo kalorii, dlatego warto dzielić je na rozsądne porcje. Spożywane z umiarem stanowią idealne uzupełnienie diety i wykazują prozdrowotne działanie, o czym mogliście się przekonać kilka linijek wcześniej:)
wtorek, 26 listopada 2013
Zamiast schabowego na niedzielny obiad: parowane roladki ze schabu z mozarellą, pomidorami i pesto
W niejednym polskim domu, na niedzielny obiad najczęściej jada się rosół i schabowego. Wieprzowina jest mięsem, którego rzadko używam w przygotowywanych przeze mnie jadłospisach. Jednak niektórych ( zwłaszcza panów) ciężko przekonać do rezygnacji ze schabowego na rzecz znacznie chudszej piersi z kurczaka. Jeżeli "często", zamienimy na "czasami", nie ma nic złego w jedzeniu wieprzowiny. Warto jednak sięgać po odchudzone przepisy, nie wymagające smażenia i zwiększania w ten sposób kaloryczności naszego obiadu. Poniższe roladki to idealna alternatywa dla niedzielnego schabowego.
Składniki na 1 porcję:
Plaster schabu bez kości
1/3 kulki mozarelli
Kilka plasterków pomidora ( polecam zarówno świeże jak i suszone pomidory, w mojej znalazły się i jedne i drugie)
Pesto z bazylii- 1-2 łyżeczki
Składniki układamy naprzemiennie na rozbitym plastrze schabu, mozarellę smarujemy pesto. Całość zawijamy i spinamy wykałaczką. Roladki umieściłam na najniższym poziomie parowaru, po 15-20 minutach danie jest gotowe. Dobrze smakuje z parowanymi ziemniakami z ziołami i czosnkiem. Można podaż zarówno z surówką jak i sałatką.
Wartość odżywcza 1 porcji:
Energia- 345 kcal
Białko-37,4 g
Tłuszcz- 21,2 g
Węglowodany- 1,4 g
Błonnik- 0,4 g
Są to oczywiście wartości dla samej roladki.
Na dziś to już wszystko, serdecznie pozdrawiam, Marta.
Składniki na 1 porcję:
Plaster schabu bez kości
1/3 kulki mozarelli
Kilka plasterków pomidora ( polecam zarówno świeże jak i suszone pomidory, w mojej znalazły się i jedne i drugie)
Pesto z bazylii- 1-2 łyżeczki
Składniki układamy naprzemiennie na rozbitym plastrze schabu, mozarellę smarujemy pesto. Całość zawijamy i spinamy wykałaczką. Roladki umieściłam na najniższym poziomie parowaru, po 15-20 minutach danie jest gotowe. Dobrze smakuje z parowanymi ziemniakami z ziołami i czosnkiem. Można podaż zarówno z surówką jak i sałatką.
Energia- 345 kcal
Białko-37,4 g
Tłuszcz- 21,2 g
Węglowodany- 1,4 g
Błonnik- 0,4 g
Są to oczywiście wartości dla samej roladki.
Na dziś to już wszystko, serdecznie pozdrawiam, Marta.
czwartek, 14 listopada 2013
Dieta 5:2 zdaniem dietetyka i mój mały eksperyment
Na początku chciałam zaznaczyć, że moim zdaniem najlepszą drogą do osiągnięcia i utrzymania idealnej sylwetki, a także ( a może przede wszystkim) do zapobiegania chorobom dietozależnym, jest zdrowa i racjonalna dieta. Niestety wiele osób nadal próbuje znaleźć "drogę na skróty", przez co stają się ofiarami okresowo modnych diet, wydają fortunę na suplementy zachwalane w telewizji, bądź przez "dietetyków" z sieciowych poradni dietetycznych. Jak to się zazwyczaj kończy? Niestety z reguły droga do wymarzonej sylwetki jest taka sama jak na początku, a może i dłuższa, bo często kończy się znienawidzonym efektem jojo. Frustrację pogłębiają uszczuplone zasoby portfela, a czasem dochodzi do tego podupadłe zdrowie.
Był już Dukan, była dieta plaż południowych, dieta kapuściana ( czasem nosząca elegantszą nazwę diety prezydenckiej), dieta kopenhaska i mogłabym tak wymieniać jeszcze przez pięć linijek. Obecnie świat oszalał na punkcie diety stworzonej przez doktora Mosleya, nazwanej dietą 5:2.
Czym właściwie jest dieta 5:2?
Jest to system żywieniowy oparty na pięciu dniach normalnego jedzenia i dwóch nie następujących po sobie dniach poszczenia, w trakcie których kobiety mogą spożywać 500 kcal, natomiast mężczyźni 600. W trakcie dwóch dni diety zalecane jest spożywanie produktów o niskim indeksie glikemicznym.Zalecane jest spożycie dwóch posiłków: śniadania i kolacji, dzięki czemu w ciągu dnia uzyskuje się kilkunastogodzinną przerwę w jedzeniu. Osoby, które nie są w stanie przetrwać kilkunastu godzin bez posiłku, mogą w trakcie dnia posilić się marchewkami, bądź też jabłkiem. I tyle, koniec zasad i myślę, że w tym właśnie tkwi komercyjny sukces diety.
Jakie jest moje zdanie na ten temat? Przede wszystkim dieta dr Mosleya nie jest tak naprawdę rewolucją. Podobny system żywienia proponuje np. doktor Marek Bardadyn w książce " Odchudzanie weekendowe". Różnica polega na tym, że dr Bardadyn zaleca stosowanie diety w dni następujące po sobie oraz " narzuca" czytelnikom posiłki, jakie powinni w trakcie dni postnych spożywać. Myślę, że niejedna osoba stosuje podobne metody w utrzymaniu masy ciała na stałym poziomie. Ja sama po weekendzie, który często odbiega od mojego codziennego dość zdrowego i na pewno racjonalnego żywienia, narzucam sobie większy reżim żywieniowy, dzięki czemu udaje mi się utrzymać taką samą masę ciała przez cały czas.
Minusy diety:
- niestety, ale dieta może spowodować rozregulowanie metabolizmu- naprzemienne poszczenie i normalne jedzenie jest sytuacją nietypową dla organizmu przyzwyczajonego do regularnych dostaw energii,
- z całą pewnością nie jest to dieta dla wszystkich. Szerokim łukiem powinni omijać ją cukrzycy, osoby z chorobą wrzodową żołądka, osoby o dużej aktywności fizycznej ( np. trenerzy fitness), a także osoby pracujące fizycznie,
- moim zdaniem dieta nie przyniesie żadnych efektów u osób, które na co dzień jedzą więcej w stosunku do swojego dziennego zapotrzebowania. Naprzemienne głodowanie i objadanie się może co prawda sprawić, że masa ciała nie będzie się zwiększać, jednak nie wierzę, że można w ten sposób uzyskać trwały i znaczący spadek wagi. Dni postne są moim zdaniem pewnym usprawiedliwieniem i zezwoleniem na jeszcze większe grzeszenie, na zasadzie " Przecież wczoraj pościłam, nie będę katować się sałatką na kolację, zamówię pizzę",
- zdecydowanie nie jest to dieta dla osób, które potrzebują sztywnych i jasnych zasad,
- w trakcie dni postnych mogą pojawić się nieprzyjemne skutki uboczne: zawroty i bóle głowy, skurcze żołądka, problemy z prawidłową perystaltyką jelit,
- autorzy książki twierdzą, iż w trakcie kilkunastogodzinnego postu piją kawę. O ile kawę do śniadania mogę zrozumieć, to już niestety nie rozumiem kawy pitej na pusty żołądek w ciągu dnia, jest to czynnikiem przyczyniającym się do wrzodów żołądka!
- jeżeli efekt diety ma być trwały, do końca życia należy przez jeden dzień w tygodniu spożywać 500/600 kcal.
Co mnie zastanawia:
- ewentualne niedobory witamin i składników mineralnych, Z jednej strony nie sądzę, że przy dobrze zbilansowanej diecie przez 5 dni w tygodniu, można doprowadzić do niedoborów w wyniku dwóch dni poszczenia, niestety należy liczyć się z tym, że większość osób, które zastosuje dietę 5:2, nie odżywia się na co dzień w sposób prawidłowy. Nie wiem czy dwa dni poszczenia nie pogłębią ewentualnych niedoborów,
- czy aby na pewno to co chudnie się w ciągu dnia postnego, nie jest jedynie utratą wody?
Plusy diety:
- przede wszystkim jej prostota. Właściwie przed przeprowadzeniem dnia postnego nie trzeba nawet robić zakupów! Wystarczy zajrzeć do lodówki i na podstawie jej zawartości skomponować sobie jadłospis na następny dzień,
- dowolność. Właściwie autorzy niczego nie narzucają, sugerują jedynie produkty o niskim indeksie glikemicznym, ale nie jest to surowym nakazem. Można zacząć dzień od jogurtu z owocami, jajecznicy, kanapki bądź twarożku- na co tylko ma się czas i ochotę, tak samo wygląda to w przypadku kolacji- na ciepło, na zimno, gotowana, duszona czy pieczona,
- myślę, że dieta może sprawdzić się u osób, które na co dzień odżywiają się dość racjonalnie, nie odbiegając zbytnio od swojego zapotrzebowania,
- świadomość, że już następnego dnia można powrócić do normalnego jedzenia.
Eksperyment:
Naprawdę uważam, że nie ma lepszej metody na piękną sylwetkę i zdrowe ciało, niż racjonalny sposób odżywiania się. Jednak jestem ciekawa efektywności diety 5:2 i postanowiłam przeprowadzić miesięczny eksperyment. Jako, że zbliżają się święta, w trakcie których nie mam w zwyczaju panować nad swoim apetytem, chętnie zgubię 2-3 kilogramy. W ramach poświęcenia dla nauki ( okey dla bloga), postaram się przez najbliższe cztery tygodnie stosować do zasad diety doktora Mosleya. Wstępnie przez 2 tygodnie, jeżeli nie będzie żadnych efektów, a dni postne będą dla mojego organizmu zbyt uciążliwe, zaprzestanę stosowania diety i wrócę do mojego normalnego, zdrowego ( przeplatanego mniej zdrowymi dniami) żywienia. A czy Wy macie jakieś doświadczenia z dietą 5:2?
Był już Dukan, była dieta plaż południowych, dieta kapuściana ( czasem nosząca elegantszą nazwę diety prezydenckiej), dieta kopenhaska i mogłabym tak wymieniać jeszcze przez pięć linijek. Obecnie świat oszalał na punkcie diety stworzonej przez doktora Mosleya, nazwanej dietą 5:2.
Czym właściwie jest dieta 5:2?
Jest to system żywieniowy oparty na pięciu dniach normalnego jedzenia i dwóch nie następujących po sobie dniach poszczenia, w trakcie których kobiety mogą spożywać 500 kcal, natomiast mężczyźni 600. W trakcie dwóch dni diety zalecane jest spożywanie produktów o niskim indeksie glikemicznym.Zalecane jest spożycie dwóch posiłków: śniadania i kolacji, dzięki czemu w ciągu dnia uzyskuje się kilkunastogodzinną przerwę w jedzeniu. Osoby, które nie są w stanie przetrwać kilkunastu godzin bez posiłku, mogą w trakcie dnia posilić się marchewkami, bądź też jabłkiem. I tyle, koniec zasad i myślę, że w tym właśnie tkwi komercyjny sukces diety.
Jakie jest moje zdanie na ten temat? Przede wszystkim dieta dr Mosleya nie jest tak naprawdę rewolucją. Podobny system żywienia proponuje np. doktor Marek Bardadyn w książce " Odchudzanie weekendowe". Różnica polega na tym, że dr Bardadyn zaleca stosowanie diety w dni następujące po sobie oraz " narzuca" czytelnikom posiłki, jakie powinni w trakcie dni postnych spożywać. Myślę, że niejedna osoba stosuje podobne metody w utrzymaniu masy ciała na stałym poziomie. Ja sama po weekendzie, który często odbiega od mojego codziennego dość zdrowego i na pewno racjonalnego żywienia, narzucam sobie większy reżim żywieniowy, dzięki czemu udaje mi się utrzymać taką samą masę ciała przez cały czas.
Minusy diety:
- niestety, ale dieta może spowodować rozregulowanie metabolizmu- naprzemienne poszczenie i normalne jedzenie jest sytuacją nietypową dla organizmu przyzwyczajonego do regularnych dostaw energii,
- z całą pewnością nie jest to dieta dla wszystkich. Szerokim łukiem powinni omijać ją cukrzycy, osoby z chorobą wrzodową żołądka, osoby o dużej aktywności fizycznej ( np. trenerzy fitness), a także osoby pracujące fizycznie,
- moim zdaniem dieta nie przyniesie żadnych efektów u osób, które na co dzień jedzą więcej w stosunku do swojego dziennego zapotrzebowania. Naprzemienne głodowanie i objadanie się może co prawda sprawić, że masa ciała nie będzie się zwiększać, jednak nie wierzę, że można w ten sposób uzyskać trwały i znaczący spadek wagi. Dni postne są moim zdaniem pewnym usprawiedliwieniem i zezwoleniem na jeszcze większe grzeszenie, na zasadzie " Przecież wczoraj pościłam, nie będę katować się sałatką na kolację, zamówię pizzę",
- zdecydowanie nie jest to dieta dla osób, które potrzebują sztywnych i jasnych zasad,
- w trakcie dni postnych mogą pojawić się nieprzyjemne skutki uboczne: zawroty i bóle głowy, skurcze żołądka, problemy z prawidłową perystaltyką jelit,
- autorzy książki twierdzą, iż w trakcie kilkunastogodzinnego postu piją kawę. O ile kawę do śniadania mogę zrozumieć, to już niestety nie rozumiem kawy pitej na pusty żołądek w ciągu dnia, jest to czynnikiem przyczyniającym się do wrzodów żołądka!
- jeżeli efekt diety ma być trwały, do końca życia należy przez jeden dzień w tygodniu spożywać 500/600 kcal.
Co mnie zastanawia:
- ewentualne niedobory witamin i składników mineralnych, Z jednej strony nie sądzę, że przy dobrze zbilansowanej diecie przez 5 dni w tygodniu, można doprowadzić do niedoborów w wyniku dwóch dni poszczenia, niestety należy liczyć się z tym, że większość osób, które zastosuje dietę 5:2, nie odżywia się na co dzień w sposób prawidłowy. Nie wiem czy dwa dni poszczenia nie pogłębią ewentualnych niedoborów,
- czy aby na pewno to co chudnie się w ciągu dnia postnego, nie jest jedynie utratą wody?
Plusy diety:
- przede wszystkim jej prostota. Właściwie przed przeprowadzeniem dnia postnego nie trzeba nawet robić zakupów! Wystarczy zajrzeć do lodówki i na podstawie jej zawartości skomponować sobie jadłospis na następny dzień,
- dowolność. Właściwie autorzy niczego nie narzucają, sugerują jedynie produkty o niskim indeksie glikemicznym, ale nie jest to surowym nakazem. Można zacząć dzień od jogurtu z owocami, jajecznicy, kanapki bądź twarożku- na co tylko ma się czas i ochotę, tak samo wygląda to w przypadku kolacji- na ciepło, na zimno, gotowana, duszona czy pieczona,
- myślę, że dieta może sprawdzić się u osób, które na co dzień odżywiają się dość racjonalnie, nie odbiegając zbytnio od swojego zapotrzebowania,
- świadomość, że już następnego dnia można powrócić do normalnego jedzenia.
Eksperyment:
Naprawdę uważam, że nie ma lepszej metody na piękną sylwetkę i zdrowe ciało, niż racjonalny sposób odżywiania się. Jednak jestem ciekawa efektywności diety 5:2 i postanowiłam przeprowadzić miesięczny eksperyment. Jako, że zbliżają się święta, w trakcie których nie mam w zwyczaju panować nad swoim apetytem, chętnie zgubię 2-3 kilogramy. W ramach poświęcenia dla nauki ( okey dla bloga), postaram się przez najbliższe cztery tygodnie stosować do zasad diety doktora Mosleya. Wstępnie przez 2 tygodnie, jeżeli nie będzie żadnych efektów, a dni postne będą dla mojego organizmu zbyt uciążliwe, zaprzestanę stosowania diety i wrócę do mojego normalnego, zdrowego ( przeplatanego mniej zdrowymi dniami) żywienia. A czy Wy macie jakieś doświadczenia z dietą 5:2?
czwartek, 17 października 2013
Zupy na jesień. Krem z cukinii i zupa szpinakowa z łososiem.
Po kilkutygodniowej przerwie, wracam z rozgrzewającymi zupami, idealnymi na coraz chłodniejsze dni. Warto spróbować chociażby dlatego, że na sklepowych półkach z uwagi na porę roku, możemy znaleźć coraz mniej rodzimych gatunków warzyw i owoców. Jeżeli chcemy pozostać w dobrej kondycji przez jesień i zimę, powinniśmy szukać alternatywnych źródeł witamin i składników mineralnych. Pamiętajmy jednak o warzywach i owocach, na które sezon jeszcze się nie skończył. Przykładem jest właśnie cukinia. W zimowych miesiącach będziemy musieli korzystać z przetworów i mrożonek- warto sięgnąć po mrożony szpinak, na bazie którego powstała poniższa zupa.
Krem z cukinii ( przepis pochodzi z książki " Co wiosną, co jesienią? Jedz zgodnie z porami roku" Anny Kłosińskiej. Książkę bardzo polecam)
Składniki:
2 średnie cukinie
2 cebule
1 żółtko
1 łyżka oliwy z oliwek
2-3 szklanki wywaru warzywnego
Przygotowanie
Posiekaną cebulę podsmażamy na łyżeczce oliwy ( około 4 minuty), dodajemy cukinię i smażymy
kolejne 4 minuty, Następnie dodajemy wywar warzywny i gotujemy przez około 20 minut, Dodajemy łyżeczkę oliwy oraz zmieszane z małą ilością zupy żółtko.Mieszamy, a następnie całość miksujemy i posypujemy oregano.
Zupa bardzo dobrze smakuje z grzankami oraz prażonymi płatkami migdałowymi.
Zupa szpinakowa z łososiem ( autorstwa mojej Mamy:))
Składniki:
Kostka szpinaku mrożonego ( nasz był ze śmietanką z Lidla)
2-3 ziemniaki ( opcjonalnie, za pierwszym razem było bez i smakowało równie dobrze)
Filet z łososia ( 1 sztuka, około 150 g)
Przygotowanie
Ziemniaki gotujemy, szpinak wrzucamy do wody, gotujemy przez kilka minut. Następnie dodajemy podzielonego na małe kawałki łososia, gotujemy około 20 minut. Dodajemy pokrojone na małe kawałki ziemniaki, przyprawiamy i gotowe!
Zupy wyglądają podobnie, jednak smakują zupełnie inaczej. Nie umiem zdecydować, która jest moim zdaniem lepsza, chyba są równie smaczne:) Idealne na obiad, ale również na kolację.
Przepraszam za słabą jakość zdjęć, ale tak jest gdy się zapomina aparatu i robi zdjęcia przy popołudniowym, jesiennym świetle.
To już wszystko na dziś, serdecznie Was pozdrawiam, Marta.
Krem z cukinii ( przepis pochodzi z książki " Co wiosną, co jesienią? Jedz zgodnie z porami roku" Anny Kłosińskiej. Książkę bardzo polecam)
Składniki:
2 średnie cukinie
2 cebule
1 żółtko
1 łyżka oliwy z oliwek
2-3 szklanki wywaru warzywnego
Przygotowanie
Posiekaną cebulę podsmażamy na łyżeczce oliwy ( około 4 minuty), dodajemy cukinię i smażymy
kolejne 4 minuty, Następnie dodajemy wywar warzywny i gotujemy przez około 20 minut, Dodajemy łyżeczkę oliwy oraz zmieszane z małą ilością zupy żółtko.Mieszamy, a następnie całość miksujemy i posypujemy oregano.
Zupa bardzo dobrze smakuje z grzankami oraz prażonymi płatkami migdałowymi.
Składniki:
Kostka szpinaku mrożonego ( nasz był ze śmietanką z Lidla)
2-3 ziemniaki ( opcjonalnie, za pierwszym razem było bez i smakowało równie dobrze)
Filet z łososia ( 1 sztuka, około 150 g)
Przygotowanie
Ziemniaki gotujemy, szpinak wrzucamy do wody, gotujemy przez kilka minut. Następnie dodajemy podzielonego na małe kawałki łososia, gotujemy około 20 minut. Dodajemy pokrojone na małe kawałki ziemniaki, przyprawiamy i gotowe!
Zupy wyglądają podobnie, jednak smakują zupełnie inaczej. Nie umiem zdecydować, która jest moim zdaniem lepsza, chyba są równie smaczne:) Idealne na obiad, ale również na kolację.
Przepraszam za słabą jakość zdjęć, ale tak jest gdy się zapomina aparatu i robi zdjęcia przy popołudniowym, jesiennym świetle.
To już wszystko na dziś, serdecznie Was pozdrawiam, Marta.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


